Banalnie łatwe kartki urodzinowe DIY

Wybór kartek urodzinowych jest na rynku spory. Niektóre naprawdę urzekają. Osobiście mam to skrzywienie, że kiedy jakaś kartka bardzo mi się podoba, oglądam ją z każdej strony, aby dowiedzieć się dokładnie jak została wykonana. W ubiegłym miesiącu nie miałyśmy z Hanią za bardzo czasu na wysilanie się więc na szybko wieczorową porą zrobiłyśmy proste dwa telegramy.

Pierwszy z nich wędrował pocztą i nie dotarł, niestety. Wysłałam go dwa tygodnie przed terminem urodzin, bo nauczona doświadczeniem, wiem, że do środkowej części Polski kartki ode mnie chodzą pieszo, ale okazuje się, że i po miesiącu nadal „jest w trasie”. Straciłam już nadzieję, że dojdzie.
Do jej stworzenia wystarczyła baza, niebieski prostokąt (niebieski dlatego, że pierwszy kolor z którym kojarzy mi się jubilatka, znana zresztą z sieci, bardzo charakterystyczna, to właśnie ten), do tego mniejszy prostokąt z bordera (pasek tapety), minibukiecik sztucznych kwiatów, wstążeczka i owal z życzeniami, wycięty ozdobnymi nożyczkami. Do tego unikatowa treść ręcznie pisana. Aż żałuję, że nie zostawiłam sobie wersji "na brudno", bo szkoda mi tych życzeń, tym bardziej, że adresatka, jest osobą wyjątkową, więc starałam się je sformułować w sposób nietuzinkowy.
Cóż, może cuda się zdarzają i kartka zostanie dostarczona na przyszłe urodziny...

Nie ma sensu za bardzo rozpisywać się na temat kolejnych kroków wykonania, bo są one widoczne na zdjęciu. Wszystkie elementy po kolei przyklejamy, tylko kwiaty najpierw przewiązujemy wstążką.



Proste? Oczywiście! Nie bez powodu post jest zatytułowany "Banalnie łatwe kartki urodzinowe"



Druga kartka została wręczona przez Hanię babci - osobiście. Wykonana z podobnych elementów jak ta powyżej, z tą różnicą, że kwiaty zastąpiła piankowa naklejka, a border ozdobiony jest wstążką. Poza tym jest zrobiona w poziomie.

Osoby z naszego najbliższego otoczenia, przywykły, że dostają kartki ręcznie robione i wiedzą, że młodzi uwielbiają pomagać przy ich tworzeniu. Nie są one ani trochę profesjonalne, ale chodzi o dobrą zabawę, która naprawdę rozwija i wyobraźnię i małą motorykę dziecka. Zaczynamy od banalnie łatwych kartek, ale za kilka lat, jeśli blog będzie istniał, przejdziemy na pewno na zdecydowanie wyższy poziom.

Zapas gadżetów do wyżywania się w ten sposób mamy spory. Kiedy ja jestem sam na sam z ozdobami, nie mam czasu na "focenie", tylko się porządnie skupiam i sięgam do technik takich jak np. quilling. Robię to amatorsko, więc szczęka mi opada kiedy widzę profesjonalne wykonania, niemniej tutaj zamieszczam to co robią maluchy, przy moim nadzorze.
A Wy macie swoją ulubioną technikę, tworzycie sami cokolwiek?