WYNIKI KONKURSU!

W losowaniu wzięło udział tylko 37 osób, to mało, bo ostatnio było prawie 200. Chciałabym zaznaczyć, że niektórzy pisali, iż udostępnili na fb - wchodzę na tablicę - nie ma. Uświadamiam, że po pierwsze w powiadomieniach widzę czy ktoś udostępnia moje posty, po drugie dla pewności i tak zawsze to sprawdzam. W komentarzach były też linki do Waszych profili, na których niestety udostępnienia nie było. Niemniej ogłaszam, że zwyciężyła Pani KAROLINA LITERSKA! Zwyciężczyni serdecznie gratuluję!
 
 
 
Wszystkim dziękuję za udział! Rodzicom, którzy przedstawili najbardziej kreatywne zabawy gratuluję pomysłowości i życzę, aby zawsze potrafili wymyślić coś ciekawego dla swoich maluchów!
Link do filmiku z losowania znajdziecie tutaj.
 
Już dziś zapraszam do następnego konkursu, z okazji Dnia Dziecka. Śledźcie mój profil, a na pewno nie przegapicie szczegółów :)
POZDRAWIAM
 

1 komentarze:

Dziękuję za odwiedzenie bloga i pozostawienie komentarza :)

Kartki Wielkanocne

Ci z Was, którzy śledzą mój blog, zauważyli już, że wszelkie kartki okolicznościowe robimy same z Hanulą. Próbuję zaszczepić w niej zanikającą tradycję wysyłania życzeń w ten sposób, a nie tylko przez smsy, mmsy, maile i portale społecznościowe. Nasi znajomi o tym wiedzą, nie słyszałam zastrzeżeń, że woleliby kupną, choć wiadomo, że te idealne nie są. Hania to lubi, więc ja się cieszę, ze robi coś z przyjemnością, bo ćwiczy paluszki, ale rozwija też wyobraźnię i własną kreatywność. W weekend też miałyśmy dużo pracy. Grzebałyśmy przy nich, gdy tylko znalazła się chwila czasu.
 
 
 
Zawsze korzystamy z kartek ozdobnych wytłaczanych. Nie będę pisała (jak zawsze) czego użyłyśmy. Będzie to wpisane w treść w każdej z pozycji.
 
1. Kartka z filcu - najłatwiejsza.
Elementy naszkicowałam na filcu i wycięłam.
 
Później dałam Hani, żeby ułożyła wzór. Na końcu przykleiła magikiem.
 
 
2. Wycinanka.
Wycięłam pękniętą skorupkę z kartki technicznej i kurczaczka, któremu obrysowałam kontury, narysowałam oczy i dziób. Hania w tym czasie dziurkowała kolorowe kartki. Oczywiście szybko się zmęczyła, więc później i mama pomogła.
 
Skorupkę posmarowała klejem i nakleiła konfetti - Wielkanoc, więc kurczak wykluwa się z pisanki :). Nie robiła tego pojedynczo, tylko brała tyle ile jej się w paluszkach zmieściło i rozsypywała.
 
Całość nakleiła na kartkę.
 
 
3. Zabawa quillingiem.
Zaczęłam skręcać paseczki. Hania chciała się przyłączyć, więc jej pozwoliłam. Oczywiście sama nie dała rady idealnie zawinąć od początku do końca, ale się starała. Kiedy uznałam, że kółek jest wystarczająco dużo, kazałam jej posegregować wszystkie na kolory (tworzymy zbiory ze względu na cechę jakościową). Kartkę zgięła odpowiednio z moją pomocą i zabrała się do pracy. Pokazałam jej różne wzory pisanek.
 
Długo się wahała, więc zaproponowałam, żeby robiła "paski" po kolei z każdego koloru.
 
 
4. J.w.
Mama też postanowiła się pobawić. Od razu mówię, że paski wycinałam na szybko, nie są równe, szablonu z kołami nie używałam, szłam na żywioł i robiłam na oko, z Synkiem koło mojej nogi. Im bliżej powrotu do pracy, tym bardziej mnie pilnuje. Kartka jest tylko dla mnie, dobór kolorów zupełnie przypadkowy - to co się nawinęło.
Stwierdzam, że jeśli tylko będę miała czas, pobawię się tą techniką i na pewno bardziej się przyłożę. Kółeczka pomogła mi trochę naklejać Hania.
 
 

 

Im starsze dziecko, tym więcej rzeczy może zrobić samodzielnie.


6 komentarze:

Dziękuję za odwiedzenie bloga i pozostawienie komentarza :)

DIY Pudełeczka na jajka wielkanocne i nie tylko

Kiedy byłam mała zawsze szykowałyśmy dla Zajączka gniazdka z mchu. Dlaczego z mchu? Nie mam pojęcia, ale co roku mama chodziła z nami po mech, bo przecież Zając gdzieś musiał prezenty zostawić. Nikt się wtedy nie przejmował kleszczami czy robalami, słodycze były położone w gniazdku, lukrowane jajka nawet luzem. Jadłyśmy to i żyjemy :)
Obecnie trochę strachu jest, coraz więcej przypadków boreliozy wśród znajomych. Sama miałam kleszczy mnóstwo. Gdy szliśmy ze szkoły na wycieczkę do lasu, zawsze przychodziłam z "towarzyszem", stając się główną atrakcją, bo 90% mojej klasy nigdy tego stworzenia nie widziało. Ale nie o tym miało być. W każdym razie wiecie dlaczego gniazdek z mchu robić nie będziemy :(
Na zszywka.pl trafiłam na fajnego króliczka z pudełeczkiem. Tak mi się spodobał, że musiałyśmy go zrobić. Będzie idealny na drobne słodycze.

Oto Zajączek i Baranek - pudełeczka wielkanocne DIY:

11 komentarze:

Dziękuję za odwiedzenie bloga i pozostawienie komentarza :)

Piosenki o Wielkanocy

W tytułach 1-6 link do odsłuchania. Niestety, mimo, iż piosenek jest dużo, ciężko znaleźć muzykę w Internecie, aby wrzucić więcej.
 
 

12 komentarze:

Dziękuję za odwiedzenie bloga i pozostawienie komentarza :)

Palma Wielkanocna

Niedziele Palmowa dopiero za dwa dni, ale my już dzisiaj zrobiłyśmy palmy. Mam nadzieję, że dotrwają do niedzieli, bo wczoraj zerwałam nierozkwitnięte kotki, które po nocy wyglądają jakby już przekwitały. W sumie nigdy nie robiłam tego sama, szłam na łatwiznę i kupowałam kolorową, ale dla Malucha to zawsze jakaś odmiana. Stawiamy na symboliczne bazie i gryczpan (czy jak kto woli bukszpan). Z racji, że zewsząd atakują nas "palmy" kolorowe, które moim zdaniem z palmą wielkanocną mają niewiele wspólnego, dodałyśmy gałązkę forsycji.

Tak więc potrzebowałyśmy:
- gryczpan,
- bazie,
- gałązki forsycji,
- nożyczki,
- wstążkę.

Wykonanie:
W zasadzie banalne. Wystarczy dobrać gałązki według upodobań. Najpierw Hania wzięła bazie, później forsycję i dużo gryczpanu.
 
Później z moją pomocą całość obwiązała wstążką. Ponadto w kartoniku, w którym trzymam wstążki wyszperała kokardkę, która miała być ozdobą na jej opaskę. Przeciągnęłyśmy przez nią igłę z nitką i przywiązałyśmy do palmy.
 
Tak robiłam kokardkę: ucięłam kawałek srebrnej wstążki i zszyłam tworząc pierścień. To samo z niebieską. Następnie położyłam jedną na drugiej i przeszyłam, marszcząc środek.
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Swoją palmę zrobię w wolnej chwili :)
 

 

 


 

 

6 komentarze:

Dziękuję za odwiedzenie bloga i pozostawienie komentarza :)

Praca plastyczno-techniczna: Śnieżyca wiosenna

Obecnie w szkołach obowiązuje powszechna zasada ZZZ - Zakuć Zdać Zapomnieć. Chciałabym wpoić Hani zasadę inną ZUZ - Zrozumieć Utrwalić Zapamiętać. Oczywiście nie mam gwarancji, że będzie pamiętała wszystko co do szczegółu i raczej nie jest to osiągalne, ale gdy zrozumie się jakieś zagadnienie, łatwiej go zakodować i zamagazynować w pamięci.
Po wyprawie do Śnieżycowego Jaru (post wczorajszy, ale wycieczka była kilka dni temu), chciałam jej nieco przypomnieć ten temat. Zaproponowałam więc wykonanie pracy plastyczno-technicznej. Nie jestem oczywiście odkrywcą tworzenia kwiatów z płatków kosmetycznych czy wykorzystania słomek jako łodyg, niemniej odpowiednio dostosowałam ich wykorzystanie do sytuacji.

Potrzebujemy:
- farbki,
- słomkę,
- pędzelek,
- wodę + naczynko,
- kartkę,
- płatki kosmetyczne,
- nożyczki,
- klej magic,
- opcjonalnie motylki cekiny

Wykonanie:
Przed przystąpieniem do pracy zapytałam czy pamięta co to jest śnieżyca wiosenna. Odpowiedziała, że kwiatek. Poprosiłam by ją opisała troszeczkę: jak wygląda, gdzie rośnie i co jeszcze może o niej powiedzieć. "Biały kwiatek. Rośnie w lesie. Nie wolno go zrywać ani deptać. I krzyczeć i śmiecić w lesie też nie wolno." - temat poboczny się nawet nasunął. To znaczy, że lekcja była skuteczna. Zawsze łatwiej zapamiętać na podstawie własnych przeżyć i doświadczeń, gdzie wykorzystuje się wiele zmysłów równocześnie (wzrok - wygląd kwiatka, węch, słuch - wyjaśnianie przez rodzica, dotyk).
Pokazałam jej jeszcze raz zdjęcie i zabrałyśmy się do pracy.

Waciki (przynamniej 3) przecinamy na pół. Odkładamy trzy połówki, a jeszcze dwie docinamy troszkę po skosie, tworząc 'ząbki" lub "sopelki".

Zabieramy się za przyklejanie - najpierw płatków "ząbków" (jak na zdj. 3).

Następnie połówek.

Na każdym płatku malujemy pędzelkiem żółtą kropkę.

Słomkę malujemy na zielono (dobrze to zrobić na samym początku, aby zdążyła wyschnąć. Etap ten można pominąć jeśli ktoś posiada słomkę w takim kolorze - my mamy tylko białe w paseczki). Przyklejamy ją za pomocą magica.

Żeby było bardziej wiosennie naklejamy motylki. Hania nie mogła się doczekać tego kroku, więc dopiero później domalowała liście i "trawę" na której rośnie jej kwiatek.

Tak wygląda jej Śnieżyca jeszcze przed wyschnięciem farbki.
Zdjęcie prawdziwego kwiatka
Zdjęcie kwiatka Hani (już po wyschnięciu farbki).

Według mnie całkiem podobne są te dwa okazy :) Mama zadowolona, a Córka jeszcze bardziej. Zostawić ją z farbkami - nie odejdzie od stołu dopóki wszystkich nie zużyje do końca :-)
Oczywiście można zrobić przebiśniegi, jeśli ktoś ma szansę pokazać je dziecku (są na pewno bardziej popularne niż śnieżyca wiosenna).
Taki kwiatek może być elementem dekoracyjnym albo można go wykorzystać do laurek :)
 
PS. Dzisiaj byłam w pracy i zrobiłam fotkę tego, co z płatków zrobiły z dziećmi moje koleżanki - w tematyce wiosennej.
 

4 komentarze:

Dziękuję za odwiedzenie bloga i pozostawienie komentarza :)

Wycieczka do rezerwatu przyrody

Budząca się do życia przyroda to doskonały pretekst na rozbudzanie zainteresowań tą tematyką, o czym już wspominałam. Słoneczko ładnie świeci więc wybraliśmy się rodzinnie, we czwórkę, do rezerwatu przyrody znajdującego się ok. 30km od Poznania, nieopodal Murowanej Gośliny. Nazywa się on "Śnieżycowy Jar" i co roku przyciąga MASĘ turystów, nie tylko z Wielkopolski. Nazwa pochodzi od kwiatów, które tam kwitną pod koniec lutego i przez część marca.
 
Mapka

Informacje o Rezerwacie
 

A tutaj dane o śnieżycy wiosennej
 

Śnieżyca wiosenna jest pod ochroną. Jak wytłumaczyć dziecku co to znaczy?
Czy pilnuje ich stale strażnik czy panowie z ochrony? :)
 
Najpierw zaczęłam od tego, czego będziemy szukać. Po co? Ponieważ w jedną stronę trzeba iść pieszo ok 1,5-2km od parkingu i dziecku trochę się dłuży. Później nie sposób nie zauważyć kwiatów w ogromnej ilości. Oczywiście przy znakach objaśniałam jej, co jest na nich napisane i jakie obowiązują zasady w rezerwacie i na chłopski rozum starałam się to jak najprościej wytłumaczyć. Wspomniałam, że możemy spotkać strażników leśnych, którzy za niestosowanie się do przepisów mogą nas ukarać. Później zrobiłam jej szybko krótki test, który zdała śpiewająco.
Pytania:
- Czy można tu biegać, gdzie się chce? Dlaczego?
- Czy możemy zrywać kwiaty i zabrać je do domu?
- Czy mogę podeptać kwiaty skoro jest ich tak dużo?
- Czy można tutaj krzyczeć? Dlaczego?
- Czy możemy tu wyrzucić śmieci?
Tyle wystarczyło, abym miała pewność, że zrozumiała :) Oczywiście, gdyby źle odpowiedziała, uświadomiłabym ją. I nie jestem nawiedzona - możecie tak sobie pomyśleć. Zabrała dziecko do lasu i zrobiła mu test... Po prostu lubię mieć pewność, że edukacyjne wycieczki pozostawiają ślad w pamięci dziecka i rozumie ono o co w tym wszystkim chodzi.
 
 
Zdjęcia tego nie oddają, ale kwiaty zajmują ogromną powierzchnię i wyglądają pięknie. Bez problemu można było przejechać wózkiem, mimo, iż prowadzą tam drogi leśne (po deszczu byłoby pewnie gorzej). Na szczęście nie było błota, a tam gdzie mogłoby być są zrobione "mostki".

 
Wytłumaczyłam też znaczenie innych znaków, które spotykamy na terenie Śnieżycowego Jaru (np. nie daptać!). Kwiaty oglądaliśmy z "bezpiecznej" odległości. W sumie byłam w szoku, że Hania tak stosuje się do zasad, że mimo, iż zachęcałam do zbliżenia się do kwiatka robiła to bardzo ostrożnie, aby go nie dotknąć.
 
Oto kilka fotek śnieżycy wiosennej:

 

Jeśli ktoś z Was jest z Poznania lub okolic i chciałby zobaczyć ten rezerwat to zachęcam. Moim zdaniem powolutku kwiaty zaczynają już przekwitać, więc to ostatni dzwonek. Teraz cały obszar jest terenem wojskowych ćwiczeń, ale można wejść bez problemu w tygodniu po godz. 15 oraz w soboty i niedziele przez cały dzień.
Ci z Was, którzy oglądają Teleskop na pewno widzieli informacje o Śnieżycowym Jarze niejednokrotnie. Co roku trąbią o tym w tv. Miejsce z pewnością wyjątkowe, skoro od lat przyciąga takie rzesze ludzi.
 

6 komentarze:

Dziękuję za odwiedzenie bloga i pozostawienie komentarza :)

Wielkanocna ozdoba z wosku

Ostatnio na czyimś blogu widziałam zdjęcie w klimacie już nieco świątecznym. Pamiętam, że przeważała biel, na stole stały chyba kwiaty, a na firance coś wisiało. Coś, co przypominało ozdobę z wosku i może nią było, tylko, że szukałam później długo i nie znalazłam już tego postu. Niemniej natchnęło mnie do wykonania ozdoby z wosku właśnie, która dalej powoli wprowadza nas w świąteczny nastrój.

Potrzebowałyśmy:
- starej świeczki,
- rondelka/garnuszka,
- gryczpanu,
- bazie,
- ozdoby - nasze są wycięte z filcu.
- płaskie naczynie - my mamy popielniczkę,

Wykonanie:
Mimo, że to nie Andrzejki, stopiłyśmy wosk ze świeczki.
Roztopiony wylałam do popielniczki, a Hania zaczęła układać na nim wybrane przez siebie ozdoby. Teraz wiem, że mogłam chwilę poczekać, aż wosk zacznie sam zastygać i dopiero wtedy kazać jej działać.
Świeczka pomarańczowa z zewnątrz, w środku biała i wyszedł nam żółty wosk.
Kiedy przyjął znów stały stan skupienia, oddzieliłam go od brzegów popielniczki za pomocą nożyka i wyciągnęłam.

Co daje taka zabawa dziecku?
- uczy ostrożności i utrwala, że na gorące rzeczy należy uważać (u nas na hasło "uważaj gorące" reakcja była taka, że wszystko rzucała z pewnej odległości)
- rozwija kreatywność,
- pozwala na samodzielne dokonywanie wyboru (wzięła tylko te elementy, które chciała)
- pozwala odczuwać zadowolenie z efektów własnej "twórczości".
 
Tak prezentuje się woskowa ozdoba wielkanocna Hanuli:
 

W środku ma prześwit, małą dziureczkę, więc pewnie gdzieś zawiesimy :) 
 

 

14 komentarze:

Dziękuję za odwiedzenie bloga i pozostawienie komentarza :)

Właściwości rzeżuchy i wykorzystanie jej do obserwacji

Gdy słyszę słowo rzeżucha, automatycznie przenoszę się do wspomnień z dzieciństwa, gdy w okresie poprzedzającym Wielkanoc zawsze sadziłyśmy ją na talerzyku z watą. Taka coroczna tradycja, którą chciałabym zaszczepić moim dzieciom. 

Właściwości rzeżuchy
Rzeżucha jest zdrowa: to źródło witaminy C oraz A, B, PP i K oraz mikroelementów tj. żelazo i magnez, wapń oraz łatwo przyswajalnego jodu. Wyczytałam, że niegdyś stosowało się ją na owrzodzenia skóry i pasożyty jelit, a także do dezynfekcji jamy ustnej i przewodu pokarmowego. Polecana jest cukrzykom, chorującym na osteoporozę, anemię, reumatyzm, zaburzenia krążenia, cierpiącym na chorobę wieńcową, kobietom w ciąży i ludziom wycieńczonym (źródło).
Poza tym rozjaśnia piegi i wzmacnia włosy.
O większości tych rzeczy nie miałam pojęcia. Skoro jest tak zdrowa, to dlaczego sadzę ją tylko na Wielkanoc? Chyba muszę to zmienić!
Jej smak nie każdemu może przypaść do gustu bo jest dość ostra, ale jest idealnym dodatkiem do wiosennych kanapek (i nie tylko wiosennych). Łatwo się ją uprawia i szybko rośnie!
Przy okazji jest to dobre doświadczenie dla dziecka. Może bowiem obserwować cały proces wzrostu roślin, a z racji, iż jest hodowcą, w pełni odpowiedzialnym za swoją uprawę, może chętniej ją zje? Hania z zielonych warzyw uznaje jest tylko brokuły i ogórki ewentualnie, gdy ma dobry dzień - szpinak lub groszek (nie wiem co mają w sobie akurat zielone warzywa, ale z kim bym nie rozmawiała, słyszę, że dzieciaczki za nimi nie przepadają). Z kolei Maluch pochłania wszystko co mu dam :)
Co jest potrzebne?
- podstawek lub naczynko (my mamy plastikowe),
- woda,
- nasiona,
- wata, lignina lub... właśnie, my mamy tylko płatki kosmetyczne bawełniane.

Wykonanie:
Każdy wacik namaczamy i układamy w pudełeczku. Następnie dodajemy nasionka. Jak widać najmłodszy też chciał mieć swój udział w sadzeniu rzeżuchy. Więcej nasion było na dywanie niż w pudełeczku :)

Całość odkładamy na parapet. Podłoże musi być stale wilgotne. Wyczytałam, że na pierwsze dwa dni, dopóki nasionka nie popękają warto przykryć pudełeczko. Poniżej relacja z hodowli :)
W okresie Wielkanocy można się pokusić o bardziej wymyślne naczynie do sadzenia. W sklepach np. można kupić gotową rzeżuchę w plastikowych jajeczkach.

Dzień 2.
Ku mojemu zaskoczeniu rzeżucha zaczęła już kiełkować.

Dzień 3.
Czas na podlewanie. Podłoże musi być stale wilgotne, aczkolwiek woda nie powinna stać w naczyniu. Moi dwaj hodowcy bardzo zainteresowani :) Przy czym Hania po raz kolejny mnie zaskoczyła. Tłumaczę jej:
- Spójrz jak rośnie.
A ona mi śpiewa: "Grow up, grow up" - bo tak śpiewał Diego (jeszcze pewnie nieraz w swoich postach będę powracać do tej bajki).

Dzień 4.
Rzeżucha ma się dobrze. Gdy wchodzi się do pokoju Hanuli czuć wręcz jej zapach, co stanowi dodatkowe wrażenia zmysłowe. Nie ma to jak doświadczenia polisensoryczne (wykorzystujemy wzrok, dotyk, węch i smak :)

Dzień 5.
Rzeżucha coraz większa. Dodatkowo Hania mogła obejrzeć białe korzonki :)

Dzień 6.
Oczywiście podlewamy i obserwujemy.

Dzień 7.
Roślinka coraz większa. Braciszek też wykazuje nią zainteresowanie.

Dzień 8.
Korzonki coraz gęściej oplatają waciki.

Dzień 9.
Piękna, pachnąca rzeżucha. W zasadzie nadaje się już do konsumpcji.

Dzień 10.
Wreszcie próbujemy. Kanapeczka z serem, pomidorem i rzeżuchą. Pierwszy kęs i padają słowa:
- Pyszne, delicious - ale mina nieziemska, świadcząca zupełnie przeciwnie. Zjadła, aczkolwiek bez przekonania.
    A Wy? Posadziliście już?

15 komentarze:

Dziękuję za odwiedzenie bloga i pozostawienie komentarza :)