Poznańska Palmiarnia - poszerzamy zainteresowania przyrodnicze

Nie od dziś wiadomo, że wiedzę najlepiej zdobywa się i utrwala poprzez doświadczenie. Poznanie polisensoryczne (wielozmysłowe) daje najskuteczniejsze efekty. Nie wiem jaka będzie pasja Hani w przyszłości, ale jeśli mam sposobność, dostarczam jej jak największej ilości wrażeń. Tym razem znów próbowałam rozbudzić w niej zainteresowania przyrodnicze. Wybraliśmy się rodzinnie do Palmiarni. Sama byłam tam, gdy miałam 6 lat, więc na dobrą sprawę niebyt wiele pamiętam, ale jest to miejsce, gdzie mile można spędzić część dnia. Koszt wstępu to 7 zł - osoba dorosła, 5 zł - dziecko powyżej 3 roku życia (chyba, że jest akcja Poznań za pół ceny, wtedy płacimy 1/2). Moim zdaniem nie jest to zbyt wygórowany koszt.

Dlaczego warto udać się do Palmiarni? Nie tylko po to by pooglądać różne gatunki flory, ale także i fauny! Palmiarnia składa się z kilku części, w których można przede wszystkim podziwiać rośliny z różnych zakątków świata i wzbogacić swoją wiedzę na ich temat. Praktycznie przy każdym drzewku, krzaczku etc. znajduje się nazwa i/lub opis. To samo dotyczy zwierząt głównie gadów i ryb.


 
To miejsce, w którym można się zrelaksować, odpocząć od zgiełku. Jest tu w miarę cicho, można przysiąść na krzesełku lub ławeczce. Ci, którzy lubią szum wody, z pewnością będą mogli się tutaj odprężyć...
 
Nie będę zbytnio rozwodziła. Przedstawię fotorelację z krótkimi opisami.
Jak wspomniałam, można tu spotkać rośliny, które na co dzień nie występują w naszym klimacie. Np. raczej na żadnym ogródku w Polsce nie spotkamy rosnących pomarańczy!
 
Jest wiele kaktusów i sukulentów (sama je lubię, w domu hoduję kaktusa od ponad 20 lat - raz nawet zaczął mi kwitnąć, podobnie jak moje aloesy), orientalne drzewa, palmy. Spotkaliśmy też... dinozaura!
 
Jest kilka rodzajów żółwi w tym wodne i lądowe.
 
 Są i papugi: Ary błękitne o imionach Dobra i Dobry, które ostro się przy nas kłóciły, Amazonki i Nierozłączki Czarnogłowe :)
 
W oczkach pływają rybki. Na palmach rosną kokosy...
 
Poza tym znajdziemy tu m.in. biczogona, karaczany marmurkowe, patyczaki, agamy brodate, pytona ciemnoskórego tygrysiego i gekona.
 
 Jeśli w akwariach i terrariach nie ma żywego okazu, możemy popatrzeć na ilustracje...
 
W życiu bym się nie spodziewała, że w takim miejscu zobaczymy nawet kurki...
 
Niewątpliwie największą atrakcją dla Hani była możliwość karmienia ryb. Pokarm można nabyć za złotówkę, a ryby podpływają natychmiast (jakby nigdy nic nie jadły) i otwierają szeroko pyszczki.
 
Jedna z części Palmiarni składa się z akwariów. Tam można obserwować wiele gatunków ryb od kolorowych i malutkich, poprzez płaszczki, nieco większe piranie i ogromne okazy większe od dorosłego człowieka.
 
 
Dla miłośników sztuki też się coś znajdzie. 
 
Byłam pozytywnie zaskoczona, podobnie jak mój mąż. Hania pół drogi przeżywała czy wracamy do Palmiarni. Dodam, że na miejscu można udać się do kawiarni, a przy ładnej pogodzie poprzechadzać się na zewnątrz - obszar jest dość spory.
 
 
 
Poza tym... Czy wiecie, że Palmiarnia ma już ponad 100 lat? Dziwię się, że mając tak blisko częściej się tam nie wybieramy. Czas to zmienić i chociaż raz w roku ją odwiedzać. Byliście tam kiedyś, a może macie takie miejsca w swoich miastach?